poniedziałek, 21 czerwca 2010

Ratusz - fundamenty

Gdy oglądamy nasz rozkopany rynek i patrzymy na wyłaniające się w wykopach XVII, a częściowo może nawet XVI wieczne fundamenty bydgoskiego ratusza przychodzą nam do głowy różne refleksje i fantastyczne pomysły.


Skoro już ponosimy koszty wykopalisk i odkopujemy podziemne pomieszczenia dawnego ratusza, które użytkowali XVII-wieczni bydgoszczanie 400 lat temu jako więzienie lub magazyny to czy musimy je później z powrotem zakopać? Przecież współczesna technologia budownictwa umożliwia wyeksponowanie wykopalisk bez zakłócania funkcjonalności rynku. Można przecież po wybraniu ziemi z kilku pomieszczeń przykryć je zbrojonym stropem z wprawionymi szklanymi kaflami, przez które można by było zaglądać do historycznych pomieszczeń podświetlonych i ucharakteryzowanych na przykład na lochy.

Dwa tunele pomiędzy wykopaliskami, a piwnicami najbliżej stojących kamienic załatwiłyby problem wentylacji, dostępu służb technicznych i oprowadzanie zwiedzających. To by dopiero była atrakcja. Podobnej nie ma ani w słynącym z zabytków Toruniu, ani w żadnym innym polskim mieście. Kilka podobnych ekspozycji widziałem za granicą. Bydgoszcz zasłynęłaby jako ewenement w Polsce.

niedziela, 6 czerwca 2010

Anioły śmierci

W wieżowcu jest 90 mieszkań i zawsze coś się dzieje, mówią, że w kupie raźniej i weselej. Być może mieli to na uwadze budowniczowie naszych bloków tworząc swego rodzaju komuny, mniejsze w niskich blokach i większe w wieżowcach. Mój brat, który mieszkał w kilku różnej wielkości komunach, mawia że jeżeli mieszka się w budynku 4 piętrowym jest jeszcze szansa, żeby nie trafić na swojej klatce schodowej na współlokatora ze skrzywioną patologicznie osobowością. Mieszkając w wieżowcu już się takiej szansy nie ma, muszę stwierdzić, że coś w tym jest. Na 90 rodzin w „moim” wieżowcu jest tylko kilku lokatorów żyjących naprawdę dostatnio, połowa żyje w biedzie, a co najmniej 1/5 w ubóstwie i kilka z nich tkwi w patologii podlanej alkoholem.

W takim zbiorowisku, kilkuset ludzi w różnym wieku, dość często zdarzają się zgony. W zeszłym roku jak pamiętam były 3 pogrzeby. Panią z V piętra zabił nowotwór po długiej chorobie. Budowlaniec z IX zmarł na zawał za granicą, przywoził żonie pieniądze, a później jego przywieźli. Pani z parteru zmarła nagle w sierpniu, prawdopodobnie na wylew, jej mąż nie chciał bez niej żyć i odszedł kilka dni temu, wyniszczając organizm alkoholem. Zapewne nie znałbym tych szczegółów, a może nawet nie wiedziałbym o pogrzebach, gdyby nie działalność naszych blokowych aniołów śmierci. Są to dwie panie, które wprawdzie nie wyglądają na anioły, ale po każdym zgonie mieszkańca naszego budynku podejmują samozwańczo misję zbierania pieniędzy na wieniec „od współlokatorów”. Nie znam motywów tych pań i nie podejmuję się oceny ich działalności. Traktuję je jako element lokalnego kolorytu.