niedziela, 7 grudnia 2014

Bydgoszcz między wojnami

Nie do końca chyba słusznie niektóre środowiska, a nawet całe nurty polityczne gloryfikują i kultywują polską rzeczywistość w okresie międzywojennym. Być może to jednak wcale nie jest dobry przykład do naśladowania i chyba nie za taką Polską tęsknimy. Przecież demokracja była w tamtym, czasie dość słaba, krytykowanie władzy nie było zdrowe. Kraj był skłócony ze wszystkimi sąsiadami, a armia była wyposażona w przestarzały sprzęt. Inwestycje  i budowy wlokły się latami, polityki socjalnej prawie nie było, a służba zdrowia była dostępna dla dosyć małego grona osób. Dużo za to było afer politycznych, do dziś wszyscy śmieją się z „kariery Nikodema Dyżmy”. Autor dość wiernie przedstawił w powieści funkcjonowanie ówczesnych elit politycznych, chociaż później prawie zapłacił za to życiem.



Międzywojnie fajnie wygląda na filmach z tego okresu, chociaż te filmy odnoszą się głównie do miasta Warszawy, a i w Warszawie wcale nie wyglądało tak pięknie jak na filmach. Wiadomo przecież, że wytwórnie filmowe nie mogły działać bez akceptacji władz, więc było w tych filmach 0 polityki i wszystko musiało być cacy. Nie zajmowano się w nich szalejącym wtedy w całej Polsce bezrobociem, ani problemami żydowskimi. Przejaskrawiono w nich natomiast kwestię emancypacji kobiet. Lata międzywojenne to nie był jeszcze ten okres, w którym kobiety odgrywałyby jakąś rolę w życiu publicznym, zwłaszcza w katolickiej Warszawie. O słynnych filmowych kodeksach złoczyńców też wiemy tylko z filmów i powieści, a jak było naprawdę? Czytając gazety z tamtego okresu można wyrobić sobie nieco inne zdanie.



Analizując informacje o okresie międzywojennym w moim mieście przekonałem się, że jego dzieje są niepodobne zupełnie do tego w Warszawie. Wygląda na to, że Bydgoszcz miała swoje własne oryginalne międzywojnie, które przebiegało zupełnie odmiennie niż w innych miastach.
Po I wojnie, gdy pierwszy raz po 1,5 wiecznej nieobecności weszło do miasta Wojsko Polskie, kilkadziesiąt tysięcy Niemców opuściło Bydgoszcz. Uciekli głównie ci, których nic w mieście nie trzymało, nie mieli kamienic, ani innych nieruchomości, sklepów, firm, itp. Wielu jednak Niemców pozostało, bo w tym mieście się urodzili, dorobili, w tym mieście mieli swój dobytek, swoje kamienice, domy towarowe, sklepy, fabryki. Ze względu na zmniejszenie liczby mieszkańców zwiększyła się w Bydgoszczy podaż mieszkań, które potaniały, oraz powstał ogromny popyt na polskich prawników, lekarzy, nauczycieli,  urzędników i innych specjalistów.



W związku z tym, że miasto było do tej pory niemieckie, trzeba było z niczego stworzyć polskie szkolnictwo, polski magistrat i wszystkie służby komunalne obsługujące gazownię, elektrownię, wodociągi, itd. Napłynęło więc do Bydgoszczy sporo ludności z Polski centralnej, południowej i kresów. Byli to przeważnie katolicy, którzy mieli się za prawdziwszych Polaków niż polscy Bydgoszczanie. Przy tym byli to przeważnie ludzie bez dorobku, bo jeżeli ktoś miał dobrze prosperującą praktykę lub intratną posadę w innym mieście to przecież jej nie porzucał, żeby przyjechać do Bydgoszczy. Miejscowi Bydgoszczanie nazywali tych ludzi pogardliwie – bose antki.
Tak to trwało w Bydgoszczy przez całe międzywojnie – jedni Polacy, drudzy Polacy, skłóceni i konkurujący ze sobą. Dodatkowo podział pogłębiała wiara, bo chociaż w większości starzy Bydgoszczanie byli katolikami to kościół katolicki przed 1920 rokiem nie miał mocnej pozycji w ewangelickim mieście.  Kościołów było w Bydgoszczy mniej więcej tyle samo katolickich co ewangelickich, dlatego wielką wagę przykładały nowe władze do budowy bazyliki, którą budowano aż do wybuchu II wojny.



Mniejszość niemiecka była bardzo skonsolidowana. Byli to przeważnie bogaci przedsiębiorcy, którzy mieli liczne powiązania handlowe z Niemcami za pobliską granicą. Zupełnie tak samo jak niedawno większość rosyjska w ukraińskim Doniecku. Presja mniejszości niemieckiej była w Bydgoszczy duża, wszystkie reklamy i szyldy były pisane w dwóch językach, funkcjonowały w świadomości mieszkańców niemieckie nazwy ulic. Dla upewnienia mieszkańców po, której stronie granicy miasto się znajduje i uspokojenia antypolskich nastrojów Wojsko Polskie organizowało przemarsze i defilady.



Brak komentarzy: