niedziela, 6 marca 2011

Hala Gąsienicowa

Moje zdrowie nie jest takie dobre jakbym chciał. Mam problemy z utrzymaniem równowagi i czasami chwieją się pode mną nogi. Dlatego nie dla mnie już Tatry i wysokogórskie wędrówki, lepiej się czuję w górach mniejszych i łagodniejszych, gdzie szlaki są mniej kamieniste. Tak całkiem jednak nie odpuszczam. Dlatego gdy ostatnio trafiłem do Kuźnic nie mogłem nie skorzystać a okazji, żeby pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy.
Dla osoby zdrowej nie jest to oczywiście żaden wyczyn, dla mnie była to poważna wyprawa. Poruszałem się w żółwim tempie i pokonanie całej trasy i powrót zajęło mi około ośmiu godzin, pod koniec, gdy doszedł element zmęczenia nawet się kilka razy przewróciłem. Zdarzało się, że ci sami ludzie wyprzedzali mnie dwukrotnie. Właśnie reakcja ludzi na moją chwiejną i nieporadną wędrówkę bardzo mnie zaskoczyła.
Przywykłem już do tego, że gdy zatoczę się na ulicy, to towarzyszą temu pełne politowania spojrzenia, zarozumiałe uśmieszki, czasami głośny śmiech lub komentarz. Nie przejmuję się tym, taka już jest ludzka natura. Tymczasem na szlaku do Gąsienicowego Stawu ludzie eksplodowali wręcz współczuciem i troskliwością. Może nie wszyscy ale większość i starsi i młodzi. Jeden młody człowiek szedł ze mną pół godziny, chociaż przekonywałem go, że sobie poradzę i nakłaniałem, żeby szedł swoim tempem.
Generalnie prawie wszyscy pytali czy nie zasłabłem, jak mogą pomóc i oferowali wodę. Nie potrzebowałem akurat pomocy i wody miałem pod dostatkiem, ale sama świadomość wszechobecnej życzliwości działała bardzo budująco.















Brak komentarzy: