środa, 23 lutego 2011

Bóg czy przypadek?

Dlaczego sądzimy, że dowodem na istnienie sił nadprzyrodzonych jest czynienie cudów? Czy chodzenie po wodzie, unoszenie się w powietrzu lub przemiana wody w wino mogą świadczyć o boskości? Przecież na co dzień obserwujemy o wiele bardziej niezwykłe zjawiska. Wszak życie cudem jest największym. Cudem są każde narodziny dziecka, cudem są narodziny każdego żywego stworzenia. Cudem jest, że z pestki owocu wyrasta drzewo, a z ziarna kłos. Cudem jest także nasza ludzka jaźń, to że mamy wyobraźnię i potrafimy abstrakcyjnie myśleć.

Od zarania dziejów człowieka jako istoty myślącej, kolejne pokolenia ludzi zmagają się z myślą co się dzieje z tą jaźnią po śmierci. Śmierć każdego żywego stworzenie jest oczywista, nieunikniona i namacalna, wszyscy ją dobrze znamy .Każdy z nas widzi, że umiera człowiek ale nikt z nas nie ma pewności co się dzieje z jego jaźnią, czy ona również gaśnie, czy jest jakiś ciąg dalszy? Od setek tysięcy lat ta wątpliwość jest nierozstrzygnięta. Ludzie pierwotni zapewne tylko podejrzewali istnienie takiego dalszego ciągu, ale później jak wiemy zaczęli go sobie wyobrażać, wymyślali różne religie. Człowiek zakładał i do dziś zakłada, że istnienie jaźni, istnienie intelektu, to dowód na istnienie Boga, czy mają rację?


Życie na naszej planecie rozwinęło się (jeżeli oczywiście wykluczymy interwencję boską) dzięki zaistnieniu zespołu różnych okoliczności i obecności ściśle określonych związków i pierwiastków w ściśle określonych proporcjach. Jest bardzo kruche, gdyby odrobinę zmieniły się proporcje różnych składników lub temperatura lub naświetlenie, życie mogłoby zniknąć. Nawet teraz są na Ziemi miejsca, w których nie ma życia, bo jest w nich za zimno lub za sucho.

Być może więc, dusza ludzka nie powstała na skutek interwencji boskiej lecz z powodu zaistnienia zespołu okoliczności, obecności ściśle określonych składników w ściśle określonych proporcjach. Dusza ... to dzięki niej ludzie rozwinęli filozofię i sztukę, dzięki niej popełniają okrucieństwa i bestialstwa, postępują wbrew naturze. Inne stworzenia kierują się tylko instynktem i postępują zgodnie ze swoją naturą, nie popełniają też, o ile mi wiadomo, żadnych bestialstw. Może zabrakło w nich jakiegoś składnika warunkującego powstanie duszy, może to kwestia odpowiednich proporcji, bo ... podobno duszy nie mają, chociaż ... nie jestem o tym do końca przekonany, gdy patrzę w oczy mojego pieska.

sobota, 5 lutego 2011

2011 rokiem Mari Skłodowskiej Curie

Była na pewno kobietą niezwykłą i bardzo atrakcyjną w swoich czasach, a przy tym również bardzo zdolną i ambitną. Na pewno nie była karierowiczką co potwierdza Albert Einstein, mówiąc o niej, że "była jedynym niezepsutym przez sławę człowiekiem, pośród tych, których przyszło mi poznać".
Wiemy też, że pisała po francusku dzienniki, które dotychczas nie przetłumaczone i niepublikowane leżą sobie spokojnie w Bibliotece Narodowej w Paryżu.

Poza tym była oczywiście:
- pierwszą kobietą, która zdobyła doktorat z fizyki
- pierwszą kobietą profesorem uniwersytetu
- jedyną kobietą, która dwukrotnie otrzymała nagrodę Nobla
- jedynym człowiekiem na świecie, który otrzymał nagrodę Nobla w dwóch dziedzinach ( chemii i fizyki )

Co wiemy o tej pani?
Wykształciła się w Paryżu, bo na terenach polskich pod zaborami kobiety studiować nie mogły. W Polsce, a właściwie to w kraju w którym mieszkali Polacy, ukończyła tylko gimnazjum. Musiała jednak poza tym bardzo dużo uczyć się sama, skoro po gimnazjum pracowała 3 lata jako guwernantka i zarabiała tyle pieniędzy, że stać ją było na sfinansowanie studiów medycznych siostry we Francji.

Po swoich studiach na Sorbonie próbowała zatrudnić się w Warszawie ale w tamtych latach okazało się to dla kobiety niemożliwe. Była niezwykła ale facetem nie była.
Często przełamywała różne konwenanse. Jako jedna z niewielu wtedy kobiet lubiła jeździć na wycieczki rowerowe. Jeździła na nie z mężem wywołując zgorszenie innych pań.
Jako pierwsza kobieta zrobiła prawo jazdy i jeździła podczas I wojny na pola bitew ambulansami z aparaturą do prześwietlania, które sama wymyśliła i zaprojektowała.

piątek, 4 lutego 2011

Zasieki sprzed 200 lat

Porozrzucane wokół Grudziądza forty są teraz zarośnięte krzakami i trudno do nich trafić, ale to przecież nic dziwnego, bo nie budowano ich po to żeby były widoczne. Z tego co po nich zostało odniosłem wrażenie, że budowano je solidnie i z dużą starannością.





Przez nasz kraj przechodziło wiele frontów, a tu na Pomorzu kilka razy zmieniał się przebieg granic, więc takie fortyfikacje nie są niczym niezwykłym. Jednak przy jednym z fortów grudziądzkich natknąłem się na coś czego nigdy dotąd nie widziałem, nawet na filmie, ani o czymś takim nie czytałem.

Okazuje się, że w XIX wieku chociaż nie było jeszcze drutu kolczastego były całkiem solidne zasieki, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Być może te pod Grudziądzem to jedyne zachowane w Polsce?





Były one w pierwszej połowie XIX wieku – prawie 200 lat temu! - elementem fortyfikacji, może ich główne działanie wiązało się z psychologicznym oddziaływaniem ich groźnego wyglądu, ale nie chciałbym pokonywać ich pod ostrzałem. W każdym razie te zostały wykonane bardzo starannie, zero spawania, bo nie było jeszcze spawarek, wszystko nitowane. Dzięki temu zresztą dotrwały do współczesności, spawanie rozhartowuje stal, dlatego żadne, dzisiejsze ogrodzenia spawane nie mają szans przetrwać dwustu lat. Poza tym te zasieki są nadal groźne i ostre, więc sądzę, że wykuto je z zacnej stali. Nie wiem jakim cudem oparły się zbieraczom złomu i nie wiem dlaczego nie zainteresował się nimi jakiś konserwator zabytków albo ktoś w tym rodzaju.