niedziela, 6 czerwca 2010

Anioły śmierci

W wieżowcu jest 90 mieszkań i zawsze coś się dzieje, mówią, że w kupie raźniej i weselej. Być może mieli to na uwadze budowniczowie naszych bloków tworząc swego rodzaju komuny, mniejsze w niskich blokach i większe w wieżowcach. Mój brat, który mieszkał w kilku różnej wielkości komunach, mawia że jeżeli mieszka się w budynku 4 piętrowym jest jeszcze szansa, żeby nie trafić na swojej klatce schodowej na współlokatora ze skrzywioną patologicznie osobowością. Mieszkając w wieżowcu już się takiej szansy nie ma, muszę stwierdzić, że coś w tym jest. Na 90 rodzin w „moim” wieżowcu jest tylko kilku lokatorów żyjących naprawdę dostatnio, połowa żyje w biedzie, a co najmniej 1/5 w ubóstwie i kilka z nich tkwi w patologii podlanej alkoholem.

W takim zbiorowisku, kilkuset ludzi w różnym wieku, dość często zdarzają się zgony. W zeszłym roku jak pamiętam były 3 pogrzeby. Panią z V piętra zabił nowotwór po długiej chorobie. Budowlaniec z IX zmarł na zawał za granicą, przywoził żonie pieniądze, a później jego przywieźli. Pani z parteru zmarła nagle w sierpniu, prawdopodobnie na wylew, jej mąż nie chciał bez niej żyć i odszedł kilka dni temu, wyniszczając organizm alkoholem. Zapewne nie znałbym tych szczegółów, a może nawet nie wiedziałbym o pogrzebach, gdyby nie działalność naszych blokowych aniołów śmierci. Są to dwie panie, które wprawdzie nie wyglądają na anioły, ale po każdym zgonie mieszkańca naszego budynku podejmują samozwańczo misję zbierania pieniędzy na wieniec „od współlokatorów”. Nie znam motywów tych pań i nie podejmuję się oceny ich działalności. Traktuję je jako element lokalnego kolorytu.

Brak komentarzy: