niedziela, 20 grudnia 2009

Wyższe Szkoły Tego i Owego

Zaznaczam na wstępie, że przedstawiony poniżej pogląd nie jest mój tylko dziennikarki z POLITYKI, aczkolwiek prawie całkowicie się z nim zgadzam. Trudno się z nim nie zgodzić, trzeba jednak pamiętać, że wyjątki zdarzają się wszędzie.
W każdej działalności produkcyjnej największym problemem jest zbyt. Bardzo łatwo coś wyprodukować, nieważne przy tym czy będzie to coś pożytecznego, ładnego, potrzebnego, czy też bubel. Gorzej już jest ze sprzedażą tej produkcji w całości lub w części, nawet produkcji chleba nie udaje się dzisiaj w całości sprzedać.
Doskonale w te realia wpisują się tak zwane niepubliczne szkoły wyższe. Zarabiają one w czasie produkcji i nie biorą żadnej odpowiedzialności za zbyt. Absolwenci po opuszczeniu takiej szkoły odkrywają, że wtłaczana w nich wiedza nie przydaje im się w znalezieniu pracy. Są o kilka lat starsi i czują się wydojeni z kasy na czesne, stancje, dojazdy, podręczniki, kupione przez internet prace zaliczeniowe, itp.. GUS szacuje, że samo czesne to kilka miliardów złotych rocznie, jest więc o co zabiegać.
W Polsce istnieje 325 wyższych szkół niepublicznych i wszystkie nauczają właściwie tego samego. Uczelnie te rzadko inwestują w coś więcej niż krzesła, nie nauczają biologii, chemii, fizyki, medycyny, bo to wymagałoby urządzenia laboratoriów i zaplecza naukowego.
Nie monitorują rynku pracy pod kątem potrzeb, tylko starają się „kształcić” (czytaj: produkować) jak największą liczbę magistrów, przy jak najmniejszych kosztach własnych. Tylko widoki na zysk uczelni kształtują ich pokrętny marketing, którym mieszają w głowach naiwnym młodym ludziom.

piątek, 30 października 2009

Jest taki cmentarz

Na cmentarzu Starofarnym w naszym mieście spoczywa spory kawałek historii Bydgoszczy. Warto więc korzystając z pięknej jesiennej pogody i refleksyjnego, pełnego zadumy nastroju Święta Zmarłych wybrać się tam na spacer.

Polskie napisy na nagrobkach tego cmentarza pamiętające czasy powstania styczniowego musiały być solą w oku niemieckich zaborców, a później hitlerowskich okupantów. Przecież w ich administracji, polityce i historii Bydgoszcz funkcjonowała jako miasto niemieckie. Tymczasem nagrobki na cmentarzu Starofarnym świadczyły o tym, że historia naszego miasta nie jest tak do końca niemiecka.

Cmentarz jakimś cudem i dzięki czyimś nieustannym staraniom przetrwał czasy zaboru i okupacji. Przetrwał nawet czasy Polski Ludowej, w których beztroskie planowanie i niedbalstwo budowniczych ulicy Grunwaldzkiej, uszczupliło teren cmentarza i przyczyniło się do jego dewastacji. Stary Kanał Bydgoski, jak wiemy miał miej szczęścia i tych czasów nie przetrwał.

Wracając jednak do cmentarza trzeba stwierdzić, że dopiero dzięki staraniom społeczników zyskał nowe ogrodzenie, część grobowców pielęgnowana jest przez szkoły, które wybrały sobie na patronów pochowanych tam Bydgoszczan. Całość cmentarza jednak powoli przegrywa z czasem. Z roku na rok napisy są coraz mniej widoczne, a oryginalne nagrobki coraz mniej całe. Trzeba się więc pospieszyć, żeby zobaczyć to co jest jeszcze do zobaczenia. Cmentarz nie jest duży, przy okazji robienia zakupów w pobliskim REALU, wystarczy zostawić tam samochód i przejść pieszo przez Nakielską i poświęcić na jego zwiedzenie pół godzinki.

niedziela, 25 października 2009

Konferencja

25 Września 2009 w Centrum Wystawienniczo-Regionalnym Dolnej Wisły tczewskie Starostwo Powiatowe przygotowało Konferencję na temat „Uwarunkowań dotyczących ożywienia żeglugi śródlądowej na obszarze Delty Wisły i Zalewu Wiślanego”, jej gościem był wicemarszałek województwa pomorskiego.
Oprócz zwykłych na tego typu imprezach utyskiwań na stan polskich dróg śródlądowych, bezsilności i niewykorzystaniu potencjału, zatwierdzono plan ucywilizowania Pętli Żuławskiej. Za 83 miln. zł ma być wybudowanych między innymi 5 portów żeglarskich i wykonana elektryfikacja śluzy Gdańska Głowa, oddzielająca od Wisły rzeczkę Szkarpawę.

czwartek, 8 października 2009

Książka w życiu pomaga

Mam akurat w rękach niezwykłą pod pewnym względem publikację, jest to locja rzeki Ren. Każdy kto wypływa na Ren i nie chce brać na pokład pilota, który co tu dużo mówić, tani nie jest, musi mieć uprawnienia, patent na dany odcinek Renu. Nie wiem dokładnie jak to jest z jednostkami turystycznymi ale przypuszczam, że jakieś odnośne uprawnienia również funkcjonują. Ren jest rzeką międzynarodową o bardzo dużym natężeniu ruchu, za każdym razem kiedy po nim płynąłem miałem w zasięgu wzroku około 20 innych jednostek. Przy tym były to jednostki bardzo różne: kajaki, jachty, barki małe i duże głównie niemieckie i holenderskie, wielkie barki z kontenerami załadowane tak wysoko, że sternik musi korzystać z zamontowanej na dziobie kamery, wielkie, czteropokładowe, szwajcarskie pasażerki i najpotężniejsze ze spotykanych na Renie statków – pchacze o mocy silników do 20 tysięcy KM, które pchają przed sobą z Rotterdamu do Zgłębia Rury barki załadowane 14 tysiącami ton rudy. Cały Ren podzielono na 3 odcinki po około 350 km i na każdy odcinek potrzebny jest osobny patent. Trzeba taki odcinek dobrze poznać i udokumentować jego wielokrotne przepłynięcie, żeby zdobyć patent zdając egzamin przed międzynarodową komisją.
Publikacja, o której wspomniałem na wstępie jest nieocenioną pomocą w poznaniu rzeki.

Zawiera szczegółowy rysunek brzegów, 4 km rzeki na jednej stronie, miejsca postojowe, częstotliwości ratunkowe itd. Wprawdzie posiadana przeze mnie część dotyczy tylko dolnego odcinka Renu ale zamieszczono w niej rysunki wszystkich reńskich mostów, na samym Renie nie licząc różnych odnóg jest ich 67.

niedziela, 4 października 2009

Warunki reanimacji transportu śródlądowego

. Teraz w wolnej Polsce rząd przeznacza podobno na utrzymanie dróg śródlądowych aż 100 milionów złotych rocznie. Przeznaczając na drogi śródlądowe, (na drogi a nie na pracowników urzędów wodnych), 2 miliardy złotych rocznie, moglibyśmy po upływie 10 lat, zacząć zwiększać przewozy śródlądowe. Zakładając oczywiście, że równocześnie zostaną podjęte inne działania zmierzające do ograniczenia ruchu na drogach kołowych, np. poprzez zwiększanie opłat za transport ciężarówkami. Jeżeli przewiezienie ładunku 30 ciężarówkami po 20 ton będzie tańsze niż przewiezienie go jedną 600 tonową barką to nie pomoże nam nawet idealny stan dróg wodnych. Do Szczecina można przecież dowozić wszystko barkami już teraz, towar do każdego marketu, ale czy ktoś to robi? Nie opłaca się.
Przy modernizacji dróg śródlądowych nie finanse są jednak najważniejsze, można przecież rozłożyć wszystko na małe etapy, można pozyskiwać dotacje z unijnego funduszu na modernizację infrastruktury i funduszu wspierania ekologii, po małym kawałku realizować projekt, ale ten projekt musi być. Bez jednej wspólnej wizji nie ruszymy z miejsca. Nie może być tak, że nadzór nad różnymi śluzami tej samej drogi wodnej mają dwa różne ośrodki. Trzeba by więc było najpierw rozpirzyć nasze 7 Regionalnych Zarządów G. W., z których obecne każdy ma własny, odrębny program, własną strategię rozwoju, własne wizje i własne ambicje. Następnie stworzyć jeden spójny program odbudowy i podporządkować mu wszystkie późniejsze działania. Jasnym się wydaje, że na początku planu odbudowy musi być dolna Odra do Warty, a później równolegle w dwóch kierunkach: środkowa i górna Odra oraz Warta do Noteci, itd..
Mały przykład: rewitalizując lub raczej odbudowując połączenie wodne Odra - Wisła trzeba zacząć od prac na dolnej Odrze, bo co komu przyjdzie z połączenia jeżeli nie będą mogły na nie wpłynąć barki od zachodu. Prace na Odrze muszą być realizowane wspólnym wysiłkiem wszystkich nadzorów, województw i samorządów Pomorza. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale także promocję, , uświadamianie, itp. W naszym kraju i przy dzisiejszym upolitycznieniu i kadencyjności władz jest to chyba niemożliwe. Jak wytłumaczyć władzom województwa pomorskiego i kujawsko - pomorskiego, że zanim osiągną korzyści z drogi wodnej Odra - Wisła muszą łożyć w regulację dolnej Odry?

sobota, 3 października 2009

Polacy

Czy nasze społeczeństwo można nazwać obywatelskim? Chyba nie, abstrahując od polityki i polityków, ich kłótni, zawiści, mściwości i małostkowości, przypatrzmy się zwykłym rodakom.
Przebudzenie Polaków Jest tylko pozorne, bo nasi rodacy nie rozumieją demokracji. Demokracja jest w naszym kraju pojęciem i zjawiskiem nowym i obcym, które przyszło z zewnątrz. Nie ma ono u nas ani historii ani tradycji. Społeczeństwa krajów, w których demokracja powstawała zdobywały ją i wypracowywały po kawałku. Całe populacje wspinały się jakby po schodach rozwoju, wywalczały demokrację powoli i ze zrozumieniem. W naszym demokracja nastąpiła po upadku Polski Ludowej. Nastąpiła nagle. Polakom ciągle wydaje się, że demokracja to taka legalna samowola.
Prawdą jest, że nasze miasta pięknieją, budynki stają się kolorowe i eleganckie, ale dzieje się tak głównie dlatego, że nieruchomości znajdują swoich właścicieli. Każdy właściciel chce aby jego własność była najładniejsza. Od kilkunastu lat zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami i widzę, że pierwszą rzeczą o jakiej myślą ich właściciele po ustaleniu granic działki jest stawianie płotów. Każdy właściciel gruntu i każda wspólnota mieszkaniowa stawia ogrodzenia i zamyka prywatne parkingi, prywatne śmietniki i prywatne trawniki.
Właściciele nieruchomości i członkowie wspólnot mieszkaniowych potrafią się przy tym zażarcie kłócić, a nawet bić o każdą wspólną rzecz, czy jest to wodomierz czy studzienka, podwórko, czy płot. Nie uznają żadnej innej racji oprócz swojej i dbają tylko o swoją własność. To może śmieszne, ale ci sami ludzie, którzy latami kłócą się i protestują o wspólny parking lub chodnik potrafią śmiać się do łez z Karguli i Pawlaków, którzy robią przecież dokładnie to samo tyle, że w filmie.
Śmiesznie wyglądają niektóre uliczki na Piaskach czy na Glinkach. Po obu stronach stoją piękne ogrodzone wille, wystrzyżone trawniki i żywopłoty a od każdego domu wiedzie piękny podjazd z polbruku do drogi z błota i piasku, bo przecież droga jest wspólna. ”Do płotu jest moje, a za płotem można wyrzucać śmieci”.

poniedziałek, 28 września 2009

To jest Polska właśnie

Wiem że widzowie i czytelnicy w dzisiejszych czasach lubią ekscytować się takimi tematami jak chory pies, chore dziecko, biedna rodzina, wykorzystywanie w pracy, łapówki, pijany doktor, itp. Nie pytają ile strat może przynieść zaniechanie działania i n i c n i e r o b i e n i e, zwłaszcza jeżeli nic nie robi organ państwa powołany do działania w naszym imieniu. Być może ludzie o takie rzeczy nie pytają, bo nie wiedzą o co pytać, a ktoś przecież powinien im o tym powiedzieć.
Czyż nie jest skandalem samym w sobie fakt, że takie na przykład Ministerstwo Infrastruktury, w którym skupia się aż 20 departamentów posiada tylko jeden (sztuk jeden, co można łatwo sprawdzić http://www.mi.gov.pl/) kontaktowy adres mailowy? To ma być elektroniczna platforma usług administracji publicznej? To raczej kpiny. Przecież to świadczy o tym, gdzie oni mają wszystkie uwagi, interpelacje, sprzeciwy i protesty ludzi, obywateli w których imieniu mają sprawować rządy. Świadczy też o zatwardziałej arogancji, zarozumialstwie i lekceważeniu dla ludzi, jakie okazują pracownicy tego ministerstwa.
Teraz sedno sprawy – powód dla którego piszę tę wiadomość. Komisja Europejska planuje stworzenie Śródeuropejskiego Korytarza Transportowego w ramach unijnej Strategii Bałtyckiej. Projekt pozwala zagospodarować do 2013 roku 50 mld. euro z Funduszu Spójności i Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Założenia projektu to rozbudowa i modernizacja dróg samochodowych, kolejowych i śródlądowych, która pozwoli na szybki transport ładunków z obszaru morza Bałtyckiego do Adriatyckiego. Dla nas Polaków, lokalizacja takiego korytarza w naszych granicach, oznaczałaby rozwój infrastrukturalny i gospodarczy województwa Zachodnio – Pomorskiego, Lubuskiego i Dolnośląskiego, port morski Szczecin – Świnoujście stałby się portem międzynarodowym oraz zyskałyby na ożywieniu gospodarczym wszystkie miasta w tym korytarzu. Zyskałoby na znaczeniu Państwo Polskie.

Projekt takiego korytarz jest tworzony już od kilkunastu lat, mający poparcie trzech polskich województw oraz regionów ze Szwecji, Czech, Austrii i innych krajów leżących na trasie korytarza, nazwanego angielskim skrótem CETC, nie ma poparcia rządu polskiego. Jedyne działanie jakiego wymaga się od tego rządu, a właściwie od Ministerstwa Infrastruktury to zgłoszenie polskiego projektu do Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, po to żeby ten Urząd mógł wpisać go do unijnej Strategii Bałtyckiej. Ministerstwo dotąd tego nie zrobiło io z sobie wiadomych przyczyn czynić tego nawet nie zamierza. Być może z powodu jakichś rozgrywek politycznych, a może zostało podpłacone przez Niemców. Nasi sąsiedzi zza Odry bardzo chcieliby mieć ten korytarz transportowy u siebie, ożywiłby się wtedy port w Rostoku i odżyłaby cała Meklemburgia. Zgłosili już nawet własny projekt korytarza pod nazwą „Scandia”, który zapewne zostanie wpisany do Strategii Bałtyckiej jako jedyny zgłoszony. W ten sposób zostanie zaprzepaszczony kolejny raz polski interes narodowy, bo po umiejscowieniu korytarza na terenie Niemiec nikomu już nie będzie zależało na tworzeniu drugiego w Polsce.

wtorek, 15 września 2009

Szkuta

Znaleziony został wreszcie w Czersku Mazowieckim dowód jakie wielkie statki pływały po Wiśle w XIV i XV wieku. Wygląda na to, że większe niż dzisiaj.

Dotychczas znajdowane fragmenty dawnych statków wiślanych nie robiły dużego wrażenia. Dopiero w tym roku odkopano całą jedną burtę statku i jej rozmiary pozwalają wyobrazić sobie ogrom całego statku.

Z tego co widać można wywnioskować, że przez 5 wieków szkuta przeleżała na jednej burcie, którą zasypał piasek.

Ta właśnie burta zachowała się w przeciwieństwie do drugiej, której już nie ma. Archeolodzy z Gdańska twierdzą, że będą mogli odtworzyć historyczny sposób budowania takich statków. Więcej zdjęć na stronie http://www.jawisla.pl/

piątek, 11 września 2009

Czy wiecie jaki stary jest Inowrocław?

Pierwsze wzmianki wskazują, że funkcjonował jako miasto już w XII wieku. Uświadomiłem sobie jego starożytność gdy przeczytałem nazwę ulicy „Aleja osiemsetlecia”. Dokładne ustalenie daty założenia miasta nie jest takie proste jak w przypadku Bydgoszczy, jest jednak pewne, że Inowrocław jest od naszego miasta około 200 lat starszy. Czy to dużo? Pomyślałem sobie, że dopiero w 2046 roku Bydgoszcz będzie obchodziła 700-lecie i wcale nie jest pewne, że będę tak długo żył, żeby to zobaczyć, a co dopiero 800-lecie?
Czekając w Inie na autobus zrobiłem kilka fotek największego kościoła


oraz tego najstarszego, który powstał na przełomie XII i XIII wieku.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Sentymenty

W latach 60-siątych mieszkałem razem z rodzicami na terenie jednostki wojskowej w Świeciu nad Wisłą. W Świeciu stacjonował wtedy pułk łączności i mój ojciec, podobnie jak wszyscy wojskowi stawiający pierwsze kroki w tej jednostce, został zakwaterowany w jednym z dwóch budynków mieszkalnych na terenie jednostki, które nazywano wtedy „Pekinem”.

Mieszkaliśmy tam kilka lat w oczekiwaniu na normalne mieszkanie i dla mnie jako dzieciaka były to wspaniałe lata. Całymi dniami włóczyliśmy się z kilkoma kolegami po zamieszkiwanych przez kilkuset żołnierzy koszarach, które wydawały nam się wtedy bardzo duże.

Wszyscy nas tam znali i tylko niektórzy gorliwi sierżanci przeganiali nas czasami z parku samochodowego, strzelnicy lub placu ćwiczeń, czyli tzw. „małpiego gaju”. W tym samym mniej więcej czasie odbywał tam szkolenie Lech Wałęsa, który miał wtedy około 20 lat.
Dzisiaj w Świeciu żadne wojsko nie stacjonuje, koszarami gospodaruje miasto, które większość budynków zaadaptowało na mieszkalne.

Plac apelowy zarósł drzewami,

a o wojskowej przeszłości przypomina tylko niewielki cmentarzyk żołnierzy radzieckich, strzeżony przez dwóch betonowych żołnierzy,

którzy poprzednio stali na świeckim rynku jako pomnik.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Muzyka elektroniczna

W ostatni piątek i sobotę po raz czwarty z kolei odbył się Festiwal Muzyki Elektronicznej w Cekcynie. Widać już, że z roku na rok impreza ma coraz większy rozmach i oprawę, więc z pewnością w kolejnych latach będzie się pomyślnie rozwijać. Nie brakuje sponsorów, ani publiczności, której nie jest w stanie odstraszyć nawet nieprzyjemna pogoda. W tym roku przyciągnęła setki fanów z całej Polski, wielu z nich przyjechało z Bydgoszczy i nie ma w tym nic dziwnego. Pomysłodawcą i jednym z głównych inicjatorów organizowania imprezy właśnie w Cekcynie jest bydgoski muzyk Tomasz Florek.

Imprezę wspiera również Jerzy Kornowicz, z programu 3 Polskiego Radia, który prawdopodobnie będzie jej stałym konferansjerem. Tak więc w ostatni sobotni wieczór w całym Cekcynie rozlegały się dźwięki syntetycznej muzyki, podczas koncertu laureatów Festiwalu na plaży.

Zapewne niektórzy mieszkańcy wsi traktowali wszechobecną muzykę jako dopust Boży. Szacując jednak metodą „na oko” tego wieczora w Cekcynie fanów muzyki było kilka tysięcy więcej niż mieszkańców. Poza tym wielu stałych mieszkańców wynajmuje kwatery fanom ściąganym przez Festiwal. Prze ostatnią godzinę sobotniej nocy oprócz muzyki Zespołu „Elektronik – Revival”

i Marka Bilińskiego, nad cekcyńską plażą zawisły również sztuczne ognie wystrzelone spod wody.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Ciekawostka statystyczna 2

Otwartą kwestią pozostaje wiarygodność tych danych udostępnianych przez GUS. Nie wiadomo na ile sprawnie działają starostwa sporządzając rejestry, które są przecież dla nich nowością, więc nie ma całkowitej pewności czy podawane przez nich dane są pełne. Poza tym GUS stwierdza, że na 379 jednostek objętych obowiązkiem składania sprawozdań (314 powiatów i 65 miast na prawach powiatu), odmówiło złożenia sprawozdań 11 starostw w 2006 roku i 4 starostwa w 2007roku. W odróżnieniu od danych zebranych przez Ministerstwo Sprawiedliwości według którego w 2007 roku przeprowadzono 615.506 transakcji dotyczących nieruchomości, ze sprawozdań starostów wynika, że w 2007 roku zawarto 3006 tys. transakcji kupna sprzedaży nieruchomości. Ministerstwo Sprawiedliwości ustaliło, że 33% ogólnej liczby tych transakcji to były transakcje pozarynkowe. Po ich odjęciu pozostaje więc 412 tysięcy transakcji rynkowych i według Ministerstwa objęte badaniem GUS 306 tysięcy transakcji stanowi tylko 74% przeprowadzonych w Polsce obrotów nieruchomościami. Na ile wiarygodne są liczby podane przez Ministerstwo Sprawiedliwości trudno w tej chwili ustalić. Dotychczas opierały się na nich wszystkie analizy GUS. Obecnie sprawozdawczość GUS pracuje jakby dwutorowo. Z jednej strony przedstawiają dane uzyskane z Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym nie pozwalają na dokonanie analizy rynku, z drugiej strony przeprowadzają analizy rynku na podstawie danych przesyłanych przez starostwa.

wtorek, 23 czerwca 2009

Cikawostka statystyczna 1

Z racji swojego obecnego zawodu próbowałem w bieżącym roku przeprowadzić badania rynku nieruchomości. Dane, na których dotychczas opierał się GUS czyli zbiorcze zestawienia aktów notarialnych, udostępniane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, nie pozwalają na wyczerpująca analizę rynku. Już dawno stało się to jasne zarówno dla rządu jak i dla wszystkich innych instytucji działających na rynku nieruchomości. Dane te umożliwiają wprawdzie do pewnego stopnia oszacowanie pewnych zjawisk zachodzących na rynku nieruchomości i określenie w przybliżeniu ich struktury. Nie pozwalają jednak na żadną weryfikację, nie można też precyzyjnie operować danymi gdy jeden akt może oznaczać dokonanie transakcji kilku nieruchomości lub gdy kilka aktów dotyczy jednej nieruchomości przechodzącej w ręce kolejnych nowych właścicieli. W związku z tym, że nieruchomości różnią się od siebie i czym innym charakteryzuje się lokal budynek, oraz działka gruntu, narzuca się potrzeba ich segregowania i odpowiedniej klasyfikacji. Zachodzi więc konieczność analizowania aktów notarialnych i segregowania zawartych w nich danych. W 2001 roku Minister Rozwoju Regionalnego i Budownictwa, wydał rozporządzenie z dnia 29marca 2001 roku w sprawie ewidencji gruntów i budynków, dziennik ustaw nr 38 pozycja 454, którym zobowiązał wszystkich starostów do sporządzenia i prowadzenia „rejestru cen i wartości nieruchomości” oraz nałożył na nich obowiązek sporządzania i przekazywania do GUS półrocznych sprawozdań statystycznych. Okres przewidziany w rozporządzeniu na utworzenie rejestrów ustalono na dwa lata. Obecnie wszyscy starostowie od 2003 roku mają obowiązek wysyłania sprawozdań statystycznych do GUS-u. W rejestrze prowadzonym przez starostwa, klasyfikowane są odrębnie transakcje kupna sprzedaży nieruchomości budynkowych, lokalowych i gruntowych z podziałem na transakcje przeprowadzone w granicach miast i poza granicami miast. Nadsyłane przez starostów sprawozdania pozwalają GUS sporządzać pierwsze sensowne analizy.

piątek, 19 czerwca 2009

Powroty

Zadumałem się popijając moje ulubione PIWO ŻYWE nie pasteryzowane i nie wszędzie dostępne. Pomyśl, że jeszcze nie tak dawno piwo pasteryzowane było rzadkością. Właściwie …. to było dawno, chociaż mi się wydaje, że przed chwilą. Mniejsza z tym, ważne jest że teraz piwo nie pasteryzowane stało się rarytasem, jest zdrowe i smaczne. Zupełnie podobnie jest z chlebem. Okazuje się, że chleb na polepszaczach, na które przeszły prawie wszystkie piekarnie w Polsce, jest do bani. Najzdrowszy i najsmaczniejszy jest chleb na samym zakwasie. Jak było z masłem? Wmówiono nam, że jest niezdrowe, że tworzy ten zły cholesterol. Potem były różne smakowite, słoneczne, delmy, a później był masmix podobno najzdrowszy i oczywiście najdroższy, bo z dodatkiem PRAWDZIWEGO MASŁA. Jak jest z mlekiem? Podobnie, sypią do niego dużo chemicznych proszków i jest przez to coraz trwalsze, ale wcale nie robi się od tego zdrowsze. Najzdrowsze jest właśnie to nietrwałe.
Idąc dalej okazuje się, że ryby stały się bardzo zdrowe i są preferowane i reklamowane przez stare państwa unijne. Kiedy się okazało? Natychmiast po tym jak unia wykończyła polskich rybaków, przedtem zdrowe nie były.

Wyczytałem, że w tym roku mają zacząć znikać z rynku tradycyjne stare żarówki. Unia nakazała ich wycofanie, bo nowe są trwalsze i energooszczędne. Spróbuj jednak przy nich poczytać. Ja wytrzymałem dwa dni, a później usunąłem je ze wszystkich pokoi. Zapewne za jakiś czas okaże się, że najzdrowsza, najbardziej przyjazna dla oka ludzkiego, jest stara, tradycyjna żarówka. Jak już zarobią producenci żarówek energooszczędnych. Niestety do tego czasu sporo ludzi oślepnie i zaczną zarabiać optycy i okuliści. Smutne nie?

piątek, 27 marca 2009

Podróże i podróżnicy

Typowy człowiek drogi Edward Stachura powiedział kiedyś, że każdy człowiek dokładnie tyle znajdzie na końcu swojej podróży ile ze sobą przywiezie. Paradoksalnie więc dla jednej osoby podróż z Bydgoszczy do Grudziądza może być bardziej interesująca i bardziej obfita w przeżycia poznawcze i estetyczne niż dla innej podróż na przykład do Egiptu lub w greckie Meteory. Coś w tym chyba jest bo jak to mówią „ludzkie dusze mają różny wymiar” i umysł każdego z nas wyposażony jest inaczej. Tylko niewielka ilość ludzi posiada pewną dozę empatii połączoną z chęcią poznania i zrozumienia. Niedawno próbowałem dowiedzieć się od kolegi jak wygląda codzienne życie i problemy tubylców w Tunezji. Okazało się jednak, że zapamiętał z podróży tylko kolor pościeli i dobrą obsługę hotelową.

niedziela, 1 marca 2009

Zły system zepsuje nawet dobrych ludzi

Chociaż ludzie nie są z natury źli (odsetek tych złych z natury jest niewielki) nie można też powiedzieć, że ludzie są z natury dobrzy. Jeżeli istnieje system, który pozwala im z czegoś korzystać i za to nie płacić, to nie będą płacili. Wiedzą, że płacić powinni, obserwują jednak działanie systemu i widzą bezkarność innych nie płacących, czują więc, ze płacić nie muszą. W ten właśnie sposób mamy w Polsce coraz więcej lokatorów nie płacących czynszu i coraz więcej telewidzów nie płacących abonamentów TV.
Kwestia abonamentu jest może inna od pozostałych. Musimy sobie odpowiedzieć czy chcemy oglądać i słuchać tylko komercji i tzw. „realisty show”, czy też może coś jeszcze. Podejrzewam, że w przeciwieństwie do np. sportu, prawdziwa, szeroko rozumiana kultura, nie ujedzie daleko na reklamach. Jeżeli więc nie będzie abonamentu i telewizji publicznej, to ciężko będzie promować w Polsce takie rzeczy jak teatr, czy muzyka poważna.
Zostawmy jednak abonament, przecież widać wyraźnie, że w naszym systemie prawnym są dziury. Istnieją obowiązki za których niewykonanie nie grożą żadne sankcje, a nawet jeżeli grożą to nie ma kto ich egzekwować. Dla przykładu: każdy posiadacz psa ma obowiązek płacić za niego podatek, a jeżeli nie zapłaci to co?. Nie wolno używać butli gazowych w budynkach wielomieszkaniowych, bo powstaje zagrożenie życia innych lokatorów, a jeżeli ktoś takiej butli używa, to co?, itd.

wtorek, 6 stycznia 2009

A to ci transport

Transport śródlądowy jest bardziej ekologiczny od lądowego, nie stwarza zagrożenia na drogach, jest mniej hałaśliwy i bardziej efektywny. Silniki barek spalają mniej paliwa niż na przykład silniki ciężarówek w stosunku do ilości przewożonych ton.


Silniki barek emitują więc do atmosfery znacznie mniej CO2 w przeliczeniu na tonę przewiezionego ładunku.


Niestety nie są to wystarczające powody żeby w Polsce zastępować transport samochodowy transportem śródlądowym. Być może takim powodem staną się opłaty wprowadzane na autostradach.

Wspólna i spójna polityka rządu i samorządów mogłaby preferować transport śródlądowy i sprawić, że przedsiębiorstwa zaczęłyby szukać innych niż ciężarówki środków transportu dla swoich ładunków. Niestety w Polsce jakoś się to nie układa, rząd nie dostrzega możliwości tkwiącej w transporcie śródlądowym i zdaje się nie zauważać jego związków z gospodarką wodną. Poza tym zajęty jest zmaganiami politycznymi i zazwyczaj żadna strategia rozwoju transportu nie ma szans przetrwania poza kadencję.

Samorządy natomiast, na przykład w osobie naszego bydgoskiego prezydenta, jak na razie robią wszystko czego sobie zażyczą właściciele samochodowych przedsiębiorstw transportowych.
Podczas gdy miasta na całym świecie ograniczają przejazd ciężarówek budując obwodnice, nasz prezydent zaprasza transportowców do miasta i buduje trasy przelotowe przez centrum Bydgoszczy.
Podczas gdy w większości miast europejskich obowiązuje zakaz wjazdu na ulice pojazdów o ciężarze powyżej 5ton, w Bydgoszczy 25tonowe ciężarówki niszczą nawierzchnię, uszkadzają budynki i zarywają podziemną infrastrukturę miejską.