niedziela, 20 lipca 2008

Czarni

Prawdą jest, że kościół katolicki w Polsce osiągnął znacznie korzystniejszą dla siebie pozycję niż w jakimkolwiek innym kraju. Wyznawcy innych religii w naszym kraju na pewno czują się dyskryminowani. Dzieci pawosławnych i ewangelików, jest ich w Polsce około 3 milionów, nie mają szansy uczyć się swojej religii w szkole. Prawdą jest także, że kościół katolicki za mocno jak na mój gust miesza się do polityki. Toleruje również wielu różnych oszołomów, że wspomnę chociażby ojca dyrektora. Pazerny na sławę i pieniądze, chciałby urządzić świat po swojemu, bazując na ciemnocie, niewiedzy i pruderii.



Innego rodzaju oszołomem jest profesor, doktor habilitowany Jerzy Robert Nowak, czytałem o różnych wersjach jego kariery ale nie do końca rozumiem, dlaczego ktoś umożliwił temu gościowi zdobycie tylu tytułów naukowych, przecież nie dzięki wiedzy. Występuje on w różnych kościołach ze swoimi chorymi, pełnymi nienawiści do Żydów przemówieniami i nikt go jakoś z kościoła nie wyprasza. Może słudzy boży zapomnieli, że Jezus z Nazaretu (z hebrajskiego Joszua), również był Żydem, można o tym przeczytać w każdej encyklopedii. Tolerując działalność tego typu osobników nasz kościół przyczynia się do pogłębiania na świecie opinii o naszej nietolerancyjności.

Znam jednak także inne oblicze kościoła, który razem ze związanymi ze sobą zakonami i stowarzyszeniami, potrafi wychowywać, kształcić i inspirować. Są w łonie kościoła światli ludzie, którzy właściwie rozumieją ideę nauczania. Nie stronią od internetu, telefonów komórkowych, a wręcz przeciwnie, wykorzystują najnowsze zdobycze techniki, żeby zachęcić i przyciągnąć starych i młodych. Organizują nie tylko pielgrzymki, ale także festyny parafialne, zawody sportowe, wycieczki, kolonie i obozy turystyczne, często połączone z nauczaniem nie tylko religii, ale również historii i kultury.



Kościół powinien takich ludzi i taką działalność wspierać całym swoim autorytetem, niestety różnie z tym bywa. Jeżeli jednak nie uda mu się zainteresować młodych ludzi z polskich miast to kto ich wychowa?, kto ukształtuje ich dusze i charaktery? Zrobią to reklamy?, telewizja?, ulica?, zabiegani rodzice?, czy nie dofinansowana (podobno) szkoła?.